Najazd Szwedzki w Latach 1655 – 1657.
Mimo napiętej sytuacji wewnętrznej w kraju i groźby bliskiej inwazji szwedzkiej, wczesnym latem 1655 r. w Warszawie i na dworze toczyło się normalne życie. Nikt sobie w pełni nie zdawał sprawy z powagi sytuacji. Poseł elektora brandenburskiego Schlippenbach raportował: „Wszyscy żyli w Warszawie tak, jak gdyby nigdy nie słyszeli o Szwedach". Nie można się temu dziwić, gdyż pod mury „miasta rezydencjonalnego JKMci" nigdy dotąd nie podeszły wojska nieprzyjacielskie. Dopiero w początku sierpnia podjęto, niewielkie zresztą, prace nad wzmocnieniem obronności stolicy, wtedy też prawdopodobnie usypano ziemne bastiony broniące Zamku i miasta od strony południowej; w miesiąc później, na wieść o postępach armii szwedzkiej, wybuchła w Warszawie panika. Królowa Maria Ludwika wraz z fraucymerem i francuskimi zakonnicami nagle opuściła Warszawę. W kilka dni później wyjechał Jan Kazimierz, zabierając ze sobą nieliczne wojsko koronne. W Warszawie pozostała niewielka załoga pod komendą Albrechta Wessla, a bezpieczeństwa Zamku miał strzec rezydent królewski Olbrycht Giżycki, starosta wieluński. Nie udała się próba powstrzymania wojsk szwedzkich, a wycofanie armii polskiej na południe kraju otworzyło Szwedom drogę 89 do stolicy. W dniu 8 września z rana przed Bramą Nowomiejską pojawili się dwaj trębacze: jeden wysłany przez króla Karola Gustawa, a drugi przez zdrajcę Radziejowskiego z żądaniem poddania miasta. Rada miejska chcąc uniknąć bombardowania i grabieży żołdactwa, postanowiła otworzyć bramy królowi szwedzkiemu. Tego samego dnia przez ulice Miodową i Kapitulną Szwedzi wkroczyli do "Warszawy.
Początkowo, gdy Karol Gustaw liczył jeszcze, że zwołany przez niego sejm zdetronizuje Jana Kazimierza i jego obierze królem polskim, okupacja szwedzka miała względnie łagodny przebieg. Król szwedzki wydawał na Zamku przyjęcia dla szlachty, przyjmował obce poselstwa, a w sali teatralnej kazał grywać komedie. Gdy jednak rachuby na pozyskanie korony polskiej zawiodły, a w kraju wybuchło powszechne powstanie, okupacja szwedzka przybrała wyjątkowo brutalne formy. Na miasto nałożono kontrybucję. Splądrowano pałace i dwory szlachty. Do "Warszawy przybyli dwaj urzędnicy szwedzcy - "Wawrzyniec Canterstern i Mateusz Biórenklou, aby z rozkazu Karola Gustawa „zabezpieczyć" biblioteki i archiwa. Bezcenne zbiory bibliotek zamkowej i ujazdowskiej oraz akta z archiwum Metryki Koronnej zostały następnie wywiezione do Szwecji. Rozpoczęto też grabież Zamku i innych rezydencji królewskich. Ciekawym przyczynkiem do ówczesnej obyczajowości jest treść listu, jaki na wieść o grabieży Zamku wysłał Jan Kazimierz do Karola Gustawa. Król polski per-91 swadował Szwedowi, że jeśli ten osiągnie tron polski, to będzie miał pożytek z Zamku i innych pałaców, jeśli zaś nie, to może on liczyć nie tylko na wdzięczność polskiego monarchy, ale nawet na rekompensatę materialną równą wartości pozostawionych mobiliów i urządzeń zamkowych. W odpowiedzi kuzynowi Karol Gustaw przesyłał ukłony Marii Ludwice i obiecał, że grabieże ustaną. Tymczasem jednak kazał zdzierać ze ścian kosztowne obicia, wyrzynać marmurowe kominki i posadzki, a nawet ramy okienne i szyby. „W Zamku warszawskim oskrobywali złoto z listew złoconych i wypalali oskrobki, z czego najwyżej 3 lub 4 dukaty zyskali a zrobili szkody przeszło na 30 tysięcy; we wszystkim największą okazują chciwość" - pisał sekretarz królowej pan Des Noyers.